piątek, 4 września 2015

200.

pieczona owsianka z jabłkiem i wiórkami kokosowymi

200 śniadań za mną.! 200 cudnych śniadań z Wami. A dopiero pamiętam jak zakładałam bloga. ! :))

A śniadanie.? Pysznie chrupiące z zewnątrz i idealnie miękkie w środku <3

201.

owsianka z bananem, świeżym ananasem i czekoladą

199.

gofry z serkiem wiejskim, bananem i cynamonem

Połączenie na pewno do powtórzenia, coś przepysznego.! :D 

A tak w ogóle, to dlaczego jak mam iść do szkoły na zewnątrz jest ciepło i słonecznie.? :( 

107.

Pochyłego możecie nie czytać, bo to trochę przynudzania będzie ...

 Jeden wieczór potrafi odmienić to, co myślimy o sobie. I to ostro. Wczoraj na spontan, wieczorem wyszło że moi znajomi z klasy z gimbazy (z resztą w większości i podstawówki) robią ognisko. Moje spotkania z nimi zazwyczaj się dobrze nie kończą, no ale cóż, nie można być taką antyspołeczną.Alko się lało litrami, jak to zwykle u nas bywa, o jedzeniu nikt nie pomyślał, jakiś tam bochenek chleba był, ale kilka osób gastro miała, bo marysie też załatwili. Ja nie piłam, polewali mi, a ja ciągle komuś innemu podawałam tym co zdążyli się już najebać i nie wiedzieli czyj kubek biorą ^^ A jak wszyscy dookoła pijani łatwo udawać pijaną, z resztą gdybym nie wiedziała że jestem trzeźwa po zachowaniu sama bym myślała że w 3 dupy jestem najebana :3 Bardzo fajnie było tak nawiasem mówiąc, pośpiewaliśmy, potańczyliśmy (kilka osób od ogniska odsuwałam, ale tego że myślałam o tym nikt pamiętał nie będzie ).

No i do sedna przechodząc, jak usiadłam na kawałek zaraz koło mnie siadł kolega (moja pierwsza love z podstawówki, kiedyś mnie ganiał żeby mnie pocałować, w 3 podstawówki mi się oświadczał, w 6 było "chodź malutka zrobimy krasnoludka", razem siedzieliśmy w ławce, uczył mnie jak się gra w Tibie, dziecięca miłość taka, w gimbazie jakby to przeszło), a że był najebany gadanie/zwierzanie mu się zaczęło. I tak oto dowiedziałam się że on na serio mnie kochał, całe gimnazjum, i że dalej mnie kocha, i że jestem okrutna, bo na ogniskach w wakacje w zeszłym roku całowałam się z innym, na chama na jego oczach, i że za każdym razem jak gadam z innym chłopakiem łamie mu serce. Z jednej strony takie gadanie głupot, najebany w końcu, a z drugiej, jak moje zwierzenia po pijaku kilka razy nagrywali a potem mi puszczali to... no cóż, były to rzeczy których bym nie powiedziała, ale były prawdą.Po pijaku każdy jest szczery. A poza tym on mi płakać zaczął.

Nie wiedziałam jak zareagować, on po chwili zaczął mi na ramieniu przysypiać, to o przytuliłam i zaczęłam rozkminiac, że skoro ja kogoś nieświadomie kogoś tyle czasu raniłam, to czy ktoś kto rani mnie zdaje sobie z tego sprawę? Poza tym zawsze myślałam że nie jestem w stanie kogoś zranić (psychicznie), a tu się niezłą suką okazałam, a nie ofiarą którą tylko inni ranią...

I w ogóle będę musiała kiedyś z tym kolega normalnie na trzeźwo pogadać, może jakoś okrężnymi tematami dojdę czy miałoby sens o nim inaczej niż o koledze pomyśleć.Może nie podoba mi się jakoś bardzo (nie mój gust), ale zawsze taki... kochany jakby był. Taki jak przyjaciel.

I w skrócie dla tych co nie przeczytali ;). Wczoraj wieczorem tak spontanicznie wyszło że byłam na ognisku, ale nie zawaliłam, nie jadłam i nie piłam, ogólnie bardzo spoko było ;)

Dzisiaj zaraz idę na rower, post i tak długi, to jakiejś konkretnej tematyki nie poruszam. Miałam dzisiaj fazę na gotowanie, po swoich plackach zrobiłam jeszcze drugie dla rodzinki (zaczynają lubić moje zdrowe żarcie O.o nawet tata O.o). A teraz się piecze dla siostry sernik, o który od tygodnia mnie męczy ;) Jeszcze mamie rybę pomagałam zrobić, jak sobie obiad zrobiłam jeszcze im drugi taki sam jak sobie dorobiłam, i nie ruszyłam niczego co nie było zaplanowane ;)

Bilans:

śniadanie:placki owsiane bananowe z serkiem tutti waniliowym i wiórkami kokosowymi

obiad:

qurrito w mojej odchudzonej wersji

kolacja:

jogurt naturalny z musli, odrobiną słonecznika, pestek dyni, migdałów, suszoną śliwką, morelą, żurawiną i siemieniem lnianymśniadanie obiad :d prawie jak kfc ;)Kolacja ;) mimo ilości składników malutka ;)

Trzymajcie się ;***

106.

 Od cholery zajebistych spodni było. No ale teraz w żadnych nie wyglądałam dobrze, jak tłusta świnia może dobrze wyglądać w czymkolwiek. Przyjaciółka się ogarnęła, i chudnie. Ja też się ogarnęłam, ale dlaczego po mnie nic nie widać? Dlaczego spodnie w rozmiarze który nosiłam miesiąc temu nie są nawet o odrobinę luźniejsze? Ona w dodatku je 1200 i mniej ćwiczy, a efekty widać ;( Ja czuję ten swój tłuszcz. On wręcz boli. Czuje jego każdy kilkogram na brzuchu, czuję wielką dupę, ogromne uda ciążą mi przy każdym kroku. Wydaje mi sie że jak idę każdy patrzy z myślą "boże, to powinno z domu nie wychodzić"

No ale kupić coś mimo wszystko mi się udało. Sukienka, koszulka, kapelusz, trochę kosmetyków ;)Koszulka <3 Czarna, luźna, a S ;)Sukienka. Mimo że mierzyłam niebieską, w końcu stwierdziłam że nie mam do niej butów, i wzięłam tą z brzoskwiniowym ;) Cały fason i rozmiar ten sam, co niebieska ;) (XS)No i standardowo, kosmetyki musiały być ;) Krem do rąk, do stóp i szampon do włosów (przeczytałam że za każdym razem powinno używać się innego więc zbieram, niedługo z każdej firmy będę mieć xD )

 Bilans:

smoothie morelowo-brzoskwiniowe

inka błonnik z mlekiem

jogurt naturalny pitny 500ml

smoothie bananowy z łyżeczka otrębów i wiórkami kokosowymiSmoothie bananowy, a w tle nowy kapelutek ;dMój dzisiejszy jogurt. Katie schodzi na dobrą drogę. Te jogurty i serki 0% które mam w domu wykorzystam, i kupuje takie o normalnej zawartości, bez chemii, konserwantów i zagęstników (w tym skład mi się bardzo spodobał: mleko pasteryzowane, żywe kultury bakterii jogurtowych, kultury bakterii probiotycznych Lactobacillus casei, koniec, żadnego zagęstnika, żadnych konserwantów czy ulepszaczy, a był pyszny, 2% tłuszczu) Możecie się przygotować na wpis o produktach light ;)

Trzymcie się :***

Bananowe biscotti z ananasami

Jestem w trakcie przenosin bloga, dlatego ostatnio mniej skupiam się na zamieszczaniu postów, a raczej na układaniu nowego Yummy & Tasty. Z resztą, oczywiście pochwalę się Wam, gdy skończę. A na razie propozycja ciasteczek na niedzielę.

BESKID SĄDECKI - Miejsce Magiczne

Ziemio piwnicańsko nopiykniejsy w świecie haftuwany kwietnom tęcom zielony gorsycie, spod kozuska dorni bijom źródoł serca do Poprodu siwego jak łocy dziewcęcia w warkoc pól jarcanych wplotos modre stązki na ramieniu gór kładzies biołych chmur łoktuski strojno dzwonka kwieciem, trześni korolami to jak młode dziopie pomykos z sarnami to jak staro babka grzejes ściyzek kości łocy chołp kryjes gontami - wypatrujes gości; przed wychodem słonka śpiywos z rannem ptoskiem jak wiecór dzień kono gasis w wodzie blaski staleś równo piykno, cy wiosno rozkwito cy lato urodne drzymie w kłoskach zyta cy jesień łogniska poli nad bukami zima łokienecka stroi paprociami; zasiołaś sie w sercu, przysłoniułaś łocy w usy wlołaś posum lasów na ubocy choćby mie los stela wyrwoł z korzeniami to ptoskiem tęskności - wróce sie z chmurami."Śladem Serdecznym" - Wanda Łomnicka - DulakZawsze kiedy za Barcicami wjeżdżamy między góry, a przed Rytrem po lewej majestatycznie spogląda na nas Makowica, Sev cytuje dwa pierwsze wersy tego wiersza.

Dwa pierwsze bo więcej niestety nie umie i by umiał na razie się nie zapowiada...ale gdzieś tam na drodze nr 87 przekraczamy tą magiczną granice.Granice między szarą codziennością, a  tymi miejscami w które chce się wracać wciąż i wciąż... tam gdzie jest nam dobrze.W 2010 r wróciliśmy tam z radością. Nawet nie było problemów ze wstaniem o 04.30.Ktoś zapyta po co wstawać nad ranem skoro do Piwnicznej raptem 100 km z małym haczkiem ? A no po to, by "przelecieć" przez Nowy Sącz przed porannym szczytem, a śniadanie (sałatkę z gyrosem) skonsumować na ławce nad Popradem. ku małemu zdziwieniu dwóch wędkarzy popijających Harnasia.Zdjęcie powyżej to miejsce konsumpcji śniadania. (Niestety, zostało zrobione późnym popołudniem w innych okolicznościach)

Zdjęcia sałatki -  nie mamy :)Mamy za to duży komfort, ponieważ posiadamy rodzinę w Piwnicznej Zdrój, więc po primo zawsze jest jakiś pretekst aby tam pojechać, a secundo mamy taką swoją bazę wypadową w której możemy zostawić np. samochód.Plan był prosty i dwudniowy. Autkiem do Piwnicznej, a potem Busem do Rytra, na Cyrlę, na Hale Łabowską.. a potem zobaczymy...W Rytrze wstąpiliśmy na zamek, byliśmy na nim już kilkakrotnie ale jak już się jest to dlaczego nie zajrzeć. Poniżej ruiny zamku i prace zabezpieczające. (chyba) :) Powyżej widok z ruin zamku w kierunku wsi. Trochę zasapaliśmy się w drodze na zamek, ale jak to wiadomo, źle idzie się do pierwszego zmęczenia. Potem nogi same nas niosły.Z Rytra na Cyrle idzie się "czerwonym szlakiem." Jest to główny szlak beskidzki. Zaczyna się w Ustroniu Śląskim, a kończy w Wołosatem - albo odwrotnie -  jak kto woli.  między Rytrem, a Cyrlą Mieliśmy przyjemność w 2007 roku przejść się trochę dłużej "czerwonym szlakiem" z Rytra na Folusz (Beskid Niski) i zajęło nam to cztery dni - wspominamy go bardzo miło, ale to inna historia. Spotkaliśmy wtedy trzy dziewczyny z Beskidu żywieckiego które szły do końca tzn do Wołosatego. Z tego co pamiętamy jedna z nich miała jakiś uraz kolana i lekarz w Krynicy kazał jej wracać do domu, jednak poszły dalej...Ciekawe co z nimi ? :)No i zaniosły nas te nogi na tą Cyrlę, na to małe, ale za to jak przytulne schronisko. Małe schronisko.... i tu pierwsze zaskoczenie.O ile Schronisko Cyrla w 2007 roku wyglądała tak jak poniżej.To w zeszłym roku, przywitała nas tak.Mamy więc kolejny pretekst by wybrać się tam ponownie. W chwili gdy siedzieliśmy tam, popijali Kasztelana i  z niecierpliwością oczekiwali na "Naleśniki z Bajerami" w dobudowanej części trwały intensywne prace budowlane. Kasztelan, a potem Grybowskie, smakowały nam baaardzoooo...Jak bardzo? To może przedstawimy za załączonym poniżej obrazku nadgryzionych  "Naleśników z Bajerami" Schronisko na Cyrli prowadzą podobno ludzie, którzy prowadzili wcześniej Schronisko na Hali Łabowskiej - jak widać Cyrli to służy...Hali Łabowskiej mniej... ale o tym za chwilę. Posiedzieliśmy, poleżeli na ławeczkach trochę i poszliśmy dalej pasmem Jaworzyny...Domek na fotce powyżej.  Raj na ziemi?Nocowaliśmy na Hali Łabowskiej, którą darzymy wielkim sentymentem. Schronisko PTTK z bardzo fajnym widokiem. Jednak "łabowska" tym razem lekko nas rozczarowała.Po pierwsze ceny... Uważamy że za wysokie. Rozumiemy że góry, że trzeba to wszystko przywieźć, ale produkty z "Biedronki" w kosmicznych cenach... hmmm, albo piwo Grybowskie, 6 albo 7 zł... w drodze powrotnej zatrzymaliśmy się przy browarze w Grybowie i kupili sobie zgrzewkę po 1,90 zł sztuka...może lepiej zejść troszkę z ceny i sprzedać więcej?? Po drugie "otoczenie" schroniska ... Trochę brudno, puszki, śmieci przy miejscu ogniskowym, wokół schroniska trawy po pas...Kilka lat wcześniej były tam kwiatki czyściutko i w ogóle ach, och, ech...może do dziś się zmieniło..??? Miejmy nadzieje...Na którymś internetowym forum poświęconym Beskidom, czytaliśmy że kilka lat temu na Łabowskiej zmienili się właściciele (a może  ajenci), wcześniejsi odeszli, ale klimat zabrali razem z sobą...Ale dajmy już spokój narzekaniom... w sumie to gorzej bywało (w innych górach)  -  a chwaliliśmy :)Łabowska to Łabowska, dla nas miejsce magiczne :)Schronisko niewiele się zmieniło od lat 70 -tych XX wieku. Ma ten sam stary urok PRL-owskich schronisk, gdy po górach  chodziło wiele, wiele więcej osób...Podobne jest do Prehyby i do tego na Turbaczu. Troszkę nas chłód na zewnątrz przenikał, ale posiedzieliśmy trochę na polanie, posączyli trochę piwka i wcześniej poszliśmy spać, raz że lekko zmęczeni, a dwa że w planie były zdjęcia wschodu słońca, na który to mieliśmy widok... i w sumie to nam te widoki wszystko zrekompensowały. :)Pobudka o 04:00 i migawki poszły w ruch, a nam serducha jakby szybciej biły Jednak co dobre szybko się kończy. Zjedliśmy śniadanie i postanowiliśmy że jednak nie zejdziemy do Krynicy tylko wrócimy kawałeczek i niebieskim szlakiem zejdziemy do Łomnicy, a z niej górami do Piwnicznej.Do Krynicy z Łabowskiej już kiedyś szliśmy, więc padło na Łomnice. Okazało się że był to najlepszy wybór tamtego dnia...Widoki niesamowite, a i Tatry odkryły się pięknie...Jeszcze tylko kawka... szkoda że w kubku po zupie...w "normalnym" smakowała by lepiej... :) Po 10 minutach marszu, odpoczynek... dość długi... :)    Z tego siedzenia zgłodnieliśmy trochę i pomalutku zeszliśmy do Łomnicy, po drodze spotkaliśmy taki oto wodospadzik, chyba jest on na potoku Łomnica   ale głowy nie damy...Po zaopatrzeniu się kiełbase i piwo,   z Łomnicy udaliśmy się na wzgórze Bucznik, celem  kolejnego odpoczynku.A oto i Bucznik i widoki z niego.Oj posiedzieliśmy tam, posiedzieli, no ale ileż można. Pomalutku zeszliśmy do Piwnicznej i juz się jakoś smutno robiło że się do końca zbliżamy.. Ale "Coś się kończy, coś się zaczyna..." Aga koniecznie musiała obfotografować drewniane chaty.jak i samą PiwnicznąPowyżej źdródło piwniczanki.. ale nie tej butelkowej. Ta tryskająca jest pyszna, lekko słona i zalatuje zgniłymi jajkami... ale naprawde pychota :)Tak to nam zleciały dwa dni gdzieś w 2010 r. A ostatnio wspomnienia, strasznie o sobie przypominały...Nosi nas strasznie... Chyba Beskid woła...Pozdrawiamy